Czarny bez (Sambucus nigra), u mnie w domu nazywany dzikim, a jeszcze w innych regionach Polski lekarskim rośnie przy wielu blokowiskach, w parkach, lasach itp miejscach. Od dziecka mówiono mi, że nie wolno go zrywać bo jest trujący. I tak właśnie jest, gdyż każda część tego krzewu od gałęzi po liście i owoce zawiera trujący związek zwany Sambunigryną. No, ale czarny bez jest też źródłem wielu witamin. Przekonałam się o tym wiosną, gdy synek chorował. Lekarka przepisała mu naturalny syrop z czarnego bzu, wtedy była to nowość i moje zdziwienie w aptece było ogromne, bo za malutką buteleczkę zapłaciłam około 30 zł. Owoce owego krzewu mają właściwości przeciwgorączkowe, wypotne, wykrztuśne, moczopędne. Korzystając, że w lesie z dala od zanieczyszczeń rośnie go dużo postanowiłam na zimę zrobić samemu syrop, bo po co kupować coś co można mieć za darmo. Owoce należy zrywać tylko dojrzałe (czarno-fioletowe), gdyż zielone są silnie trujące. Najlepszą porą na zbiór jest słoneczny dzień, który poprzedził dzień deszczowy. Owoce czarnego bzu przestają być trujące po obróbce w wysokiej temperaturze, dlatego bardzo ważne jest, aby taki syrop gotować, a nie tylko zasypywać owoce cukrem. Polecam taki sok zwłaszcza mamom malutkich dzieci, co by nie karmić ich zimą lekami, zwłaszcza antybiotykami. Profilaktycznie taki syrop możemy dodawać do herbaty z plasterkiem cytryny, lub po prostu dawać po 3 łyżeczki dziennie. Naturalne produkty potrafią działać cuda, więc warto z nich korzystać.

SKŁADNIKI :
- 1,2 kg owoców czarnego bzu (waga już samych dojrzałych kuleczek, bez łodyżek)